Problem nietypowy, który mieliśmy z zaproszeniami już za nami:) Te które teraz wybraliśmy nie powtórzyły się u nikogo – przyszły wszystkie takie jak zakładaliśmy, śliczne i bezbłędne. Zaproszenia są, więc logiczne, że należy je rozdać – oczywiście, że logiczne, ale już z logistyką całego działania mieliśmy mały problem.

Mieszkamy 80 km od miejsca zamieszkania większości naszych gości. Pracujemy na całkiem innych zasadach, ale zazwyczaj codziennie 7 dni w tygodniu, czasami w nocy, czasami całymi dniami. Jak znaleźć dzień, żeby wrócić w rodzinne strony i roznieść zaproszenia? Ciężka sprawa, ale zdołaliśmy zgrać się jednego dnia i już z rana wyruszyliśmy:)

Na początku zakładaliśmy, że uda nam się odwiedzić dużo mniej osób niż wyszło w rzeczywistości. Zależało nam na tym, żeby dać zaproszenia osobiście, a to oznaczało, że kawa czy też herbata, ciasto itp. odpada (Słyszałam opowieści, że niektóre pary przyjmują w tych dniach litry płynów i kilogramy różnych smakołyków). Myślę, że goście nas zrozumieli i że nie mają nam tego za złe:) 50 zaproszeń jednego dnia to chyba dobry wynik:)

Pomimo, że moje stwierdzenie „porozmawiamy dłużej na weselu” było często wyśmiewane i goście stwierdzali, że nie będzie czasu – to planujemy mieć ten czas przy każdym stoliku:) Jutro kolejny dzień zapraszania i jak na razie nasza logistyka jest i nawet ma się dobrze i ta logistyka sprawdzi się też na weselu:) Szykujcie się więc na rozmowy przy okrągłych stołach!