Mail wysłany, pierwszy krok zrobiony, a co dalej? Dalej jak pewnie zawsze w życiu zaczynają się schody. Zadowolona ja, zaczęłam ochoczo opowiadać koleżankom, że chcę zatrudnić wedding plannerkę…ho i tutaj osunęła się lawina, lawina wątpliwości, po co? Za co? I czy się nie boję. Naprawdę byłam przekonana że robię dobrze, ale ostatnio zaczęłam sama się zastanawiać…Z drugiej jednak strony, nie lubię kierować się tym co inni mi powiedzą, mam swoje zdanie…może zabrzmi to jak „na złość babci odmrożę sobie uszy”, ale postanowione…chcemy tego i właśnie że nie będzie mi tu nikt mówił za co, po co i dlaczego…bo tak! Najlepsza odpowiedź na wszystko! A tak na poważnie….

A tak poważnie? Trochę już wyrosłam z odpowiadania „bo tak” – chociaż kobiety podobno nigdy nie wyrastają. Lawina wątpliwości jednak zrobiła chaos w mojej głowie. Co powie Ci koleżanka?

„Nie szkoda Ci pieniędzy?” hmm myślę, że na pewno będzie to dodatkowy wydatek, ale analizując wszystkie strony doszliśmy do wniosku, że może i przygotujemy ten ślub sami, ale jakim kosztem? Kosztem, który nie zawsze musi mieć przełożenie na pieniądze. Nerwy, ciągłe metody prób i błędów, praca i próba odnalezienia się w tym wszystkim…o nie wolę zapłacić i mieć spokój.

„Przecież ja Ci pomogę ” – no właśnie chyba nie! Bez obrazy dla kogokolwiek pamiętajcie Przyszłe Panny Młode – potrzebujecie obiektywnego PROFESJONALISTY. Doradcy w osobie mamy, siostry, koleżanki czy przyszłej teściowej warto wysłuchać, ale gdzie kucharek sześć…

„Ktoś obcy będzie Ci organizował ślub, nie boisz się?” Trochę się boję, ale z rozmowy z panią Anią wywnioskowałam, że to tylko stereotyp – a wiecie jak stereotypy niszczą opinię na jakiś temat! Wedding Planner nie narzuca tylko podpowiada, to w końcu nasz ślub, a znając siebie nie dałabym sobie czegoś wmusić. Jednak mam świadomość, że nie mam doświadczenia w organizacji ślubu przecież nie bierze się go co roku…chociaż w niektórych przypadkach:)

A na koniec..bo miało być poważnie…wiecie co jest trendy? Wedding Planner! A My lubimy być trendy:P Dlaczego? Bo tak!:)

Poprzedni odcinek możesz przeczytać tutaj