Czas, czas, czas a właściwie to jego brak doprowadza mnie do szaleństwa. Mam nadzieję, że przed ślubem nie zwariuję:) Miałam pisać o wrażeniach z nauk u Dominikanów, ale oczywiście spadła na mnie sesja, paca i nie znalazłam chwili na wpis.

Co mogę powiedzieć o naukach? Wrażenia mamy pozytywne, Ojciec Karol to wspaniały człowiek, naturalny i z dużym dystansem do siebie. Nauki są idealne dla kogoś kogo goni czas (czyt. Dla nas). Potrzebujecie w piątek wieczór kilka godzin i całej soboty – myślę, że jest to realne. Są ankiety, rysunki, przerwy, ciasteczka, kawa – jest minus – mega niewygodne krzesła, ale można jakoś wytrzymać – my daliśmy radę. Ogólnie polecamy, ale oczywiście jest to subiektywna ocena i wszystko zależy od osoby. Jedno jest pewne cieszą się powodzeniem i o tym świadczy trudność dostania się do nich. Jeżeli wybieracie Dominikanów nie zostawiajcie tego na ostatnią chwilę – bo może czekać Was kilka podejść:)

Co do wspomnianego czasu, to do ślubu zostało 90 dni, a ja cały czas mam wrażenie, że tyle jeszcze do zrobienia. Odnoszę wrażenie że najgorzej jest z takimi drobnymi sprawami, które wydają się nieistotne. Z tym rodzajem rzeczy jest najwięcej zachodu, najwięcej się za nimi uchodzisz – ale wszystkie razem dają wspaniały efekt – więc warto.

Sesja jeszcze trwa, ale już niedługo się skończy i zacznie się kolejny trudny egzamin – z dopinania wszystkich guziczków w tej ślubnej machinie.