Wiele osób gratuluje nam świetnych zdjęć na czołówce bloga. Faktycznie o wiele lepiej przemawiają do czytelnika historie  opatrzone dobrymi zdjęciami.

Kiedy wpadłyśmy na pomysł realizacji naszego projektu zaraz zaczęły się schody, bo pomysł jest, teksty raczej umiemy pisać (w końcu Marzena to dyplomowany dziennikarz), ale brakowało nam fajnej fotografii. Przejrzałam szereg pomysłów na podobną fotografię i niestety okazało się, że znalezienie czegoś podobnego do tego co  jawiło się w mojej głowie  jest dość trudne.  W myślach miałam bardzo dokładną wizję tego co chcę uzyskać, ale nie udało mi się znaleźć wśród zdjęć dokładnego tego czego oczekiwałam. Ułożyłyśmy więc różne zdjęcia w rodzaj inspiracji zaznaczając co nam się podoba: a tu tło, a tu emocje, a tu ułożenie ciała itd.

Przeglądając zdjęcia cały czas myślałam nad wyborem fotografa. Znam ich przecież nie mało:) Niestety nasz projekt narodził się nagle no i dość szybko miał dojść do skutku, gdyż jego założeniem jest relacjonować wydarzenia w czasie rzeczywistym (choć mamy niestety mały niedoczas:)  a największą wadą moich wielkich kolegów fotografów jest chroniczny brak czasu.

Nagle mnie olśniło i przypomniałam sobie o Eli. Nasza znajomość trwa od kilku lat i zawsze byłam pełna podziwu jak Ela realizuje swoje plany zawodowe – spokojnie, bez napięcia rozwija się poszerzając swoje umiejętności. Poznałam ją jako świetną makijażystkę – dzięki niej moje panny młode mogły bez niespodzianek przeżyć swój najpiękniejszy dzień w życiu. A ponieważ Ela pracowała często przy różnego rodzaju sesjach modowych uzyskała szeroką wiedzę na temat tego co w fotografii się dobrze sprawdza, czego unikać a co podkreślać. Aż w końcu sama zainteresowała się fotografią i zajmuje się sesjami noworodków tutaj

No i tak mnie olśniło. Ale było pewne ryzyko. Co prawda  jesteśmy z Marzenką fajne babki, ale nie aż tak słodkie jak noworodki:) Liczyłam jednak na to, że Eli uda się oddać atmosferę i nie będą to sztuczne, drętwe zdjęcia.

I faktycznie udało. Mam nadzieję:)

Mimo, że potrzebowałyśmy raptem 5 zdjęć pracowałyśmy nad tym kilka godzin. Przede wszystkim pewne moje założenia okazały się nie trafione.

Żeby usprawnić pracę naszkicowałam mniej więcej o co chodzi w każdym ujęciu i jak ma ono wyglądać. Jednak kiedy zaczęłyśmy przymierzać na żywo okazało się, że nie bardzo oddaje to emocje. Przez okienko aparatu rzeczywistość wygląda całkiem inaczej. Zaufałyśmy więc Eli i zrobiłyśmy kilka ujęć, o których wcześniej nie myślałyśmy.

Druga rzecz to były ubrania. Marzena od początku miała wystąpić w sukni ślubnej więc tu nie było problemu. Natomiast ja miałam przygotowane rzeczy, w których zawsze dobrze wyglądam kiedy zależy mi na wyglądzie. Niestety aparat znów widział to inaczej. Ostatecznie więc zostałam w bluzce roboczej bo to ona właśnie przez swój zestaw kolorystyczny świetnie wyszła na zdjęciu. Podobnie było z butami i w  końcu nie mamy zdjęć na obcasach – w trampkach wyglądamy lepiej:)

Okulary – kolejna pułapka. Uwielbiam je nosić i nie wyobrażam sobie zdjęć bez nich. Niestety szkła z antyrefleksem odbijały się w obiektywie – trzeba było to jakoś ominąć.  Po kilku próbach zdjęciowych, na których wyszłyśmy super – problemem były tylko odbite refleksy –  zdecydowałyśmy,  że łatwiej zdjąć okulary niż szukać lepszych ujęć.

Po co to piszę? Ponieważ każdemu z was zdarzy się stanąć przed obiektywem w dniu ślubu. Uwaga! Teraz więc czas na porady konsultanta:)

Po pierwsze: nigdy przenigdy nie wybierajcie fotografa na podstawie oferty cenowej! Zdjęć ze ślubu nie da się powtórzyć, dofotografować. Nie wszystko się też da skorygować w foto shopie:) na pewno nie atmosferę.

Po drugie: należy patrzeć na całość dorobku fotografa a nie tylko na jedno nawet genialne jego zdjęcie. Największą umiejętnością fotografa jest oddanie atmosfery wesela tak, że reportaż o zupełnie sobie obcych osobach ogląda się z zapartym tchem.

Po trzecie: nigdy nie da się powtórzyć tych samych ujęć u innej pary. Nawet jeśli będziemy robić zdjęcia w tym samym miejscu efekt może być zupełnie inny. Możemy fotografowi zasugerować co nam się podoba, na co ma zwrócić uwagę, ale jednak fotografia to uchwycenie ulotnej, niepowtarzalnej chwili. Waszej chwili.

Po czwarte: czwarte wynika z trzeciego – trzeba mieć zaufanie do fotografa. Jeśli już oddaliście się w jego ręce i podoba się wam to co zrobił dotychczas jest duża nadziej, że Was też dobrze sfotografuje. Należy również pamiętać, że z drugiej strony aparatu świat wygląda trochę inaczej i jeśli fotograf sugeruje inne ustawienia to prawdopodobnie ma rację.

Po piąte: makijaż i ubiór (to bardziej dotyczy sesji narzeczeńskiej). Makijaż ślubny musi być trochę mocniejszy właśnie ze względu na fotografię. Dobrze aby po makijażu próbnym zrobić sobie fotografię a nie tylko oglądać się w lustrze. Nie tyle lustereczko, co właśnie zdjęcie powie nam prawdę. Podobnie z ubraniem – nie wszystkie nasze ulubione ciuchy dobrze wyjdą na zdjęciu. Dlatego dobrze mieć kilka awaryjnych bluzek na sesji lub przynajmniej apaszek.

Po szóste: oczy. Nie bez kozery naszywa się je zwierciadłem duszy. Nawet najlepszy fotograf nie zrobi nic gdy młodzi są zdenerwowani, źli, smutni. To wszystko odbija się w oczach nawet jeśli na ustach gości śmiech. Dlatego najważniejsze jest zadbanie o dobrą atmosferę, miłość, spokój i dobrą organizację czego wszystkim serdecznie życzę.

Fotografia na czołówce: Mateusz Wojnar.