Ile już słyszałam takich historii! Trzęsienie ziemi na miesiąc przed ślubem. Chciały odwoływać, przesuwać, chować się w mysiej dziurze. Albo w trakcie. Nerwowe rozmowy, niedowierzanie. Przecież to było zaplanowane od roku! Jak to możliwe?

Na przykład Kinga. Przygotowania do ślubu toczyły się już od kilku dobrych miesięcy. Marzyła o uroczystości i zabawie, na której wszyscy będą się czuli dobrze. Oczywiście wszystko zorganizować miała ona sama. Nie było mowy o żadnej profesjonalnej pomocy, miała mnóstwo pomysłów, wiedziała, że może liczyć przyjaciół.

Najważniejsze było miejsce. Kinga samodzielnie obejrzała kilka restauracji znanych z organizacji udanych uroczystości. Nic jej się nie spodobało. Zaczęła zwiedzać okoliczne miejscowości…I znalazła na wsi przepiękną starą stodołę, która już od kilku lat pełniła funkcję restauracji. Niedużej, z przeszklonym frontem wychodzącym na sad, stylowym fortepianem wewnątrz. Było to miejsce idealne. Zaliczka została wpłacona, zaczęło się dogadywanie szczegółów. Fotografem będzie znajoma, amatorka robiąca interesujące zdjęcia. W kościele zaśpiewa chór znajomych, Kinga sama zorganizowała wszystkie próby. Wszyscy patrzyliśmy z podziwem, jak radzi sobie z organizacją tego wydarzenia.

Do czasu. Miesiąc przed weselem zadzwonił do niej były już właściciel restauracji w stodole. Musiał lokal sprzedać z powodu długów. Nie jest w stanie powiedzieć, co teraz będzie z uroczystością. Nie wie jak zachowa się nowy właściciel. Okazało się, że Kinga podpisała umowę, która w ogóle nie przewiduje podobnej sytuacji. Pat.

Rozwiązywanie tego problemu trwało półtora tygodnia. Nie muszę opisywać ile kosztowało to zachodu, nerwów oraz…pieniędzy. Nowy właściciel, owszem, wesele chciał zorganizować, ale cena musiała być dużo wyższa. Potem jeszcze, już w czasie wesela, okazało się, że koleżanka fotografka zapomniała zabrać dodatkowych kliszy, pracowała na aparacie analogowym. Było za późno na jakiekolwiek zakupy.

Myślę o Kindze za każdym razem, kiedy czytam lub słyszę, że konsultantka ślubna to zbędny luksus. Czego bym jej oszczędziła gdyby pracowała ze mną? Przede wszystkim stresu. Ta sytuacja po prostu by się nie wydarzyła. Wynegocjowana cena za wynajem sali pozostałaby taka sama. Na pamięć znam punkty, które muszą zawierać umowy podpisywane z restauracjami.  A w przypadku „nietypowego” miejsca dbam o to, aby wszystko miało ręce i nogi. Ostatecznie w razie „wpadki”…to ja się stresuję, nie panna czy pan młody. Ani nie świadkowie czy rodzice lub rodzeństwo. Moi klienci mają się dobrze bawić i przeżywać niezapomniane chwilę.

Ja biegam na zapleczu, pilnuję. Szukam fotografa, który zbyt długo już rozmawia ze śliczną kuzynką. Przypominam zespołowi, że trzydzieści minut przerwy minęło pięćdziesiąt minut temu. Szepnę też zespołowi, że dziadek panny młodej bardzo lubi piosenki Zdzisławy Sośnickiej. A przy najmniej raz na godzinę wpadam do toalety. Nie, nie mam żadnych kłopotów po prostu sprawdzam czystość. Jeśli myślicie, że obsługa lokalu jest tam równie często… no cóż. Skąd w sumie  macie to wiedzieć?

Czy jestem koniecznością?

Jeśli podczas wesela nie masz ochoty na rozwiązywanie takich problemów jak lodówka chłodząca tort, która zepsuła się godzinę temu, to tak. Ja do tej lodówki zajrzę już po przybyciu na miejsce i w razie awarii tort podamy wcześniej.

Jeśli mieszkasz za granicą, a ślub i wesele mają odbyć się w Polsce, to też tak. Wydaje mi się, że w takim przypadku jestem nieodzowna. Oczywiście możesz zdać się na pomoc przyjaciół lub rodziny, jednak może się to skończyć nieporozumieniami i konfliktami. A przecież atmosfera na weselu ma być radosna.

Jeśli masz wymagającą i czasochłonną pracę, to tym bardziej. To ja potrafię umówić na jeden, wybrany przez ciebie dzień, kilka spotkań – mierzenie sukni, kosztowanie ciasta, rozmowa z fotografem. Wcześniej przekażę im jakie są twoje preferencje, aby nie tracić na miejscu czasu.

Co do Kingi, to oczywiście dzisiaj opowiada o perypetiach z salą jak o dobrej przygodzie. Ale pamiętam, że na kilka dni przed ślubem była bardzo zdenerwowana i zmęczona całą sytuacją. A braku fajnych, profesjonalnych zdjęć żałuje cały czas.