Podróż poślubna, miesiąc miodowy – tak w ogóle – nie, żeby się czepiać nazwy, ale nie wiem, czy kiedykolwiek trwał on miesiąc? Nie wiem jak było kiedyś, ale obecnie, coraz częściej zamyka się w tygodniu:) Karaiby? Majorka? Rodos? Niestety nie w naszym przypadku:) Dlaczego nie? Jak to kiedyś powiedziałam – BO TAK – wiecie…lubię to słowo:p A tak poważnie, to mamy swoje własne ścieżki. Czego potrzebowaliśmy po ślubie? Odpoczynku, relaksu, ciszy, regeneracji, dobrego jedzenia (bez tego ani rusz) i znaleźliśmy nasz mały raj na ziemi:)

Nie ukrywam planowaliśmy wylot za granice, ale jednak zmiana zdania to nie tylko przywilej kobiet:) Jakieś 3 tygodnie przed ślubem, postanowiliśmy spędzić nasz tydzień miodowy w Polsce. Wybór był prosty, nigdy nie byliśmy na Mazurach, więc trzeba to zmienić.

Było pewne, że nie szukamy hotelu, chcemy miejsce klimatyczne, najlepiej z wyżywieniem i wylądowaliśmy w szkole. Tak w Szkole – Starej Szkole – w Piaskach. Pensjonat stworzony przez cudowne małżeństwo, w budynkach, w których niegdyś odbywały się lekcje.

              14725323_1301836986513674_879512825_o14658279_1301849466512426_1287105858_n

Na nawigacji został 1 kilometr do celu, droga biegła wzdłuż jeziora, słońce (tak słońce:) pod koniec września też można je spotkać) już delikatnie chowało się w wodzie, DOTARLIŚMY i od pierwszej minuty zaczęliśmy wypoczywać…

Pani Ania przywitała nas serdecznie i zaprosiła na kolację, albo lepiej napiszę, na ucztę. Solianka, gicz (nasze kulinarne oko określiło to cudowne mięso jako właśnie „gicz”) z kluseczkami i blanszowanymi warzywami, a no i kolejna niespodzianka, po mięsku, beza z lekkim kremem, owocami i czekoladą, mmm chciałabym znów tam wrócić. Takie uczty były każdego dnia, i żadne danie się nie powtórzyło, a smak wspominamy, aż do dzisiaj:) Pomęczę Was jeszcze troszkę, rano czekało na nas śniadanie – świeżo wyciskany sok, kawa, ciepłe, pieczone przez Panią Anię, bułki i chleb, pasty do smarowania, o nieziemskich smakach, zawsze coś na ciepło (chyba nie muszę powtarzać, że za każdym razem coś innego:)) jajko w koszulce z sosem beszamelowym, jajecznica, jajko w kokilkach, z bekonem…no i opcja słodka od naleśników po gofry i placuszki.

14689149_1301837009847005_659046410_o14689264_1301837086513664_2075143262_o14672630_1301836893180350_1447365958_o14724217_1301836819847024_1649006792_o14677978_1301857413178298_743673719_o14438753_10205432283925279_1168365400_o

Co było najwspanialsze – czas biegł bardzo powoli, to miejsce chyba potrafiło go spowolnić – ale przecież w szkole zawsze się dłuży:p Rowery, spacery, łódka, rowerki wodne, herbata i książka w altanie, wieczorne rozmowy przy nalewce z gospodarzami, i z winem już bez osób trzecich:) Z dala od gwaru, bez internetu tylko My, jezioro, natura. Niestety nasz pierwszy raz na Mazurach w końcu dobiegł końca…

14697218_1301836909847015_1034549415_o14699507_1301837966513576_427032584_o

Powroty bywają ciężkie, ale na osłodę zabraliśmy z naszego tygodnia miodowego litr cudownego miodu…:) Jak się skończy wracamy po więcej:) Karaiby, Majorka, Rodos? ok, ale jeszcze nie tym razem. Zapytacie dlaczego? BO..T..;p Chociaż pamiętam, że kobieta zmienną jest, więc kto wie:)