Do dzisiejszego wpisu natchnęła mnie prawie tygodniowa korespondencja z pewnym podwykonawcą. Czasem się tak zdarzy, że mimo sprawdzonej bazy podwykonawców konsultant ślubny czasem musi poszukać kogoś w Internecie. Czy Internet to samo zło? Oczywiście, że nie, ale trzeba naprawdę dobrze sprawdzać. Nie zawsze pierwsza pozycja w Google zapewni nam jakość usług, której oczekujemy.

A więc było tak. Mojej Pannie Młodej zamarzyła się zjawiskowa limuzyna. Kilka sprawdzonych firm nie miało terminu, kilka podało za wysoką cenę – przyszedł więc czas na wujka Google. Pan właściciel telefonicznie poinformował mnie o cenie – dość atrakcyjnej – wobec czego rozpoczęłam z nim korespondencje mailową w celu dopięcia szczegółów. Na początek dostałam wzór umowy z adnotacją, że najpierw wpłacam zadatek a później dostanę wypełnioną umowę. Pomijam już, że w umowie tradycyjnie pomylono zaliczkę z zadatkiem, a także umowa nie miała żadnych danych firmy ani nawet osoby prywatnej: po prostu pan XY wypożycza auto.

W tym momencie już wiedziałam, że umowy nie podpiszę, ale ciekawa byłam jak sytuacja się rozwinie Może źle oceniłam sytuację i człowiek po prostu nie wie jak się pisze umowy?

Pan potwierdził mi mailowo wszystkie nasze ustalenia. Jednak na drugi dzień stwierdził, że musi zwiększyć kwotę, bo źle obliczył kilometry. Naniosłam więc poprawki do umowy, wpisałam aktualną kwotę i… wcale się nie zdziwiłam gdy dostałam odpowiedź: „ale ja podawałem kwotę netto! Lepszy jednak był dopisek o księgowej: „innych zmian w umowie nie akceptuję, gdyż nie zgadza się na nie moja księgowa” Ha!ha! Spadłam z krzesła 😉 niestety mój prawnik nie akceptuje nie akceptowania zmian. Z żalem musiałam współpracę zakończyć.

Na szczęście zwolniła się data u sprawdzonego podwykonawcy i w ciągu jednego dnia podpisaliśmy umowę, na kwotę brutto, zadatek i zniżkę

Po co to piszę? Na pewno nie dlatego aby się użalać jak ciężko prowadzić interesy. Zajmuję się tym zawodowo i potrafię z różnymi rzeczami sobie poradzić.

Natomiast piszę to jako przykład dla osób, które same załatwiają te sprawy. Nie mogę stwierdzić, że ten podwykonawca na pewno chciał mnie oszukać, ale sposób prowadzenia negocjacji dużo mówi o człowieku. Często parom udaje się w końcu podpisać taką umowę, wykłócić się, udowodnić rację, ale czy mogą być pewne, że wszystko potoczy się idealnie do samego końca. Czy po drodze nie pojawią się nowe koszty, o których pan „zapomniał” (opłaty autostrady, amortyzacja)?

Bardzo ważna sprawa choć wydawałoby się banalna – najpierw podpisanie umowy a później zaliczka/zadatek. Niestety dużo osób skuszonych ofertą, zniżką, krótkim terminem najpierw wpłaca pieniądze a potem czyta umowę. Przypominam, że w tej konkretniej sprawie miałam potwierdzoną cenę pisemnie a mimo to do czasu spisania umowy zmieniła się ona dwa razy!

Kolejna ważna sprawa: negocjacja umów. Tylko umowy adhezyjne (np. gaz, prąd itp.) nie podlegają negocjacjom. Natomiast wszystkie pozostałe muszą być kształtowane przez obie strony umowy.

Jeśli mieliście podobne historie i chcecie się podzielić swoim doświadczeniem z innymi parami – to napiszcie! Zapraszam.