Przez pomyłkę przesłałam do panny młodej moją mailową dyskusję z managerem hotelu. Nie chodziło o to, że chciałam coś ukryć, ale była to typowa wymiana zdań w kontrowersyjnej sprawie, a więc trochę nieprzyjemna.

Jak można się domyślać, panna młoda się zdenerwowała. Kiedy ją przepraszałam, odpisała coś bardzo miłego dla mnie: „Cieszę się, że to dostałam, bo teraz lepiej widzę, na czym polega Pani praca. Kontakty z niektórymi ludźmi są bardzo ciężkie.”

Przypomniała mi się wtedy historia, którą przeżyłam kilka lat wcześniej.

Skontaktowała się ze mną para młodych prawników, którzy potrzebowali pomocy przy swoim weselu. Od razu zaznaczyli, że tylko w kwestii organizacyjnej, bo oczywiście umowy ogarną sami.

Bardzo mnie to ucieszyło, bo negocjacja umów to jeden z trudniejszych elementów pracy.

Wybraliśmy się do managera sali w ponury listopadowy dzień. Robiło się już ciemno i powoli zaczynał padać śnieg. Wszyscy byliśmy jacyś zmarznięci i niechętni do rozmów.
W padających płatkach śniegu wielki zamek wydał nam się ponury i zimny.
Jeszcze bardziej zmroził nas manager. Czekał na nas w pokoju, otoczony świetnymi replikami mebli, gobelinów jednak to przejmujące zimno wisiało cały czas w powietrzu. Facet wyglądał na niezłego wyjadacza, który potrafiłby wycisnąć pieniądze z kamienia.
-A cóżeście to napisali w tej umowie? – zaczął niemiło, machając nam przed oczami kartkami z umową.
-Właśnie chcielibyśmy porozmawiać o propozycjach zmian i zwrócić uwagę na punkty, na których nam zależy – zaczął profesjonalnie pan młody.
-Aha, a więc tak – tu manager podniósł gruby czerwony marker leżący na stole i zaczął przekreślać punkt po punkcie – to odpada, tego nie robimy, tu nie ma szans.

W oczach panny młodej ujrzałam błysk. Zaczęła szybko machać rzęsami a później odwróciła głowę w kierunku okna.
Pan młody usiłował mu przerwać i dopytywał o odrzucone punkty, ale menager dalej kreślił zawzięcie po kratkach.

W pewnym momencie poczuliśmy, że zrobiło się nam gorąco. Zaproponowałam, abyśmy oglądnęli sobie sale i dali czas na ochłonięcie. Atmosfera trochę się rozluźniła, pojawiły się nawet jakieś żarty, ale sytuacji nie udało się już uratować.

Koniec końców państwo młodzi zmienili lokal. Nie mogli współpracować z kimś, kto był dla nich tak niemiły.

Negocjowanie umów to często bardzo ciężki moment przygotowań do wesela głównie ze względu na to, że dotyczy bardzo szczególnego dnia. Pary młode chciałyby wtedy spotkać się z pełnym zainteresowaniem, dobrym kontaktem, sympatią. Kiedy pojawiają się kwestie sporne odbierają to bardzo osobiście. Wielu osobom trudno jest później bawić się na swoim weselu wiedząc, że wcześniej dochodziło na różnych etapach przygotowań do kwestii spornych.

Z mojego punktu widzenia konflikt, małe złośliwości, niemiły ton – nie mają żadnego znaczenia. Jestem po prostu piorunochronem, który przyjmuje na siebie niemiłe rzeczy a młodym przekazuje już tylko dobre informacje. Wielu właścicieli / managerów nie ma doświadczenia z rozmowami z parami weselnymi. Negocjują i zachowują się jak z klientem biznesowym, ostro i beznamiętnie.

Wiele par, z którymi rozmawiałam, podkreślały, że nie zdawały sobie sprawy ile nieprzyjemnych rzeczy ich czeka. Czasem to nieużyci podwykonawcy, a czasem rodzina. I tu też przydaje się piorunochron. Ale to już materiał na inną opowieść.

A kto jest twoim piorunochronem?