Mija dziesięć lat od założenia Ślubnej Pracowni. To chwila na refleksję po co i dlaczego to robię.

Jestem konsultantem ślubnym czyli pomagam organizować wesela. Nie przepadam za ta nazwą, gdyż akcent położony jest tu na organizację, konsultację jak w biznesie. Najchętniej mówiłabym o sobie spełniacz marzeń:)

Robię to ponieważ wierzę w siłę małżeństwa. Od wielu lat wraz z mężem i synem i naszymi licznymi zwierzakami tworzymy nasz mały świat i wiem jak ważne są w nim celebracje, wspomnienia, specjalna oprawa. W trudnych chwilach, które zawsze znajdą się w każdym małżeństwie, wracam właśnie do tych przeżyć a one pozwalają mi przypomnieć sobie początki naszej miłości.

Właśnie jednym z takich cudownych wspomnień powinno być wesele. Trudno jest jednak być jednocześnie bohaterem i organizatorem tego dnia. Ja nie umiałam się zdecydować. Od rana załatwiałam, biegałam, woziłam i robiłam dekoracje. O mały włos zagubiłabym najważniejsze przesłanie tego dnia.

Z czasem zobaczyłam wokół siebie pełno takich kobiet jak ja, które są szczęśliwe dopiero wtedy, gdy zziajane i zmęczone padają na fotel z poczuciem dobrze wykonanego zadania.

Nie mam wątpliwości, że sobie ze wszystkim poradzisz, ale nie chciałbym aby twój jedyny, wymarzony dzień był podobny do tysięcy innych pracowitych dni twojego życia.

Wyobraź sobie, że  budzisz się  w ten wymarzony dzień, jak co dzień  o szóstej rano, bo przecież jest tyle rzeczy o zrobienia. Zaraz trzeba biec na salę, dowieźć jeszcze jakieś elementy, kwiaty i sprawdzić czy na pewno wszystko jest tak jak chciałaś.

W drodze do fryzjerki odbierasz pięć telefonów od fotografa, zespołu i pana od tortu, którzy muszą się upewnić jeszcze kilku rzeczy. Ponieważ jesteś główną organizatorką do Ciebie dzwonią po kolei świadkowie, rodzice i goście z tysiącem pytań. Masz już płacz na końcu nosa.

W końcu przekazujesz telefon mamie z prośbą aby obdzwoniła jeszcze kilku podwykonawców. No i znowu szok. Mama nie umie obsłużyć twojego telefonu i ciągle dopytuje czy dj jest pod dj, czy pod pan dj. Nie pamiętasz. Nie, już pamiętasz, jest : Bodzio dj.

Nie wiem jak ciebie, ale mnie już rozbolał brzuch z emocji. Jednak ta historia wydarzyły się naprawdę (z wyjątkiem dj’a – nie nazywał się Bodzio). To był mój ślub.

A teraz wyobraź sobie, że w tym cudownym, wymarzonym dniu budzisz się… o szóstej rano ponieważ ustaliście z narzeczonym, że jeszcze o świcie pójdziecie ostatni raz do parku nad rzekę. Macie sobie jeszcze tyle rzeczy do powiedzenia. Albo nie, wstajesz  dopiero o 10, aby zdążyć na makijaż i fryzjera.

Zresztą możesz zrobić co chcesz gdyż to jest twój czas. Zjadasz pyszne śniadanie, bierzesz kąpiel z bąbelkami

Nikt z podwykonawców nie dzwoni do ciebie i nie zakłóca ci spokoju. Właśnie, nikt nie dzwoni, nie załatwia. Hello?! Czy w ogóle ktoś pilnuje moich przygotowań? Wtedy przychodzi o sms od mnie. Wszystko w porządku a na dodatek kilka zdjęć z przygotowań sali.  Widzisz, że naprawdę wszystko jest na swoim miejscu. Bukiety już czekają na ciebie i twoje druhny, auto już przyjechało, goście zapakowani do autokaru.  Ubierasz swoją wymarzoną suknię i wychodzisz na zalany słońcem dziedziniec. No nie, słońca nie jestem w stanie załatwić.

O weselach wiem prawie wszystko. Nie wiem tylko  jednego: jaki masz pomysł na wesele i w czym mogę ci pomoc?