Marzena: Nasze tour de salon nie miał na celu wybrania sukni na mój ślub, bo przecież ona już jest. Co więcej, 3 miesiące przed ślubem to już trochę późno, nie mówię „za późno”, ale lepiej nie odkładać tych wizyt na ostatnią chwilę. Chciałyśmy na chłodno zobaczyć jak wygląda praca salonów i podzielić się spostrzeżeniami.

Ania: To prawda. Wybrałyśmy różne salony/sklepy  na głównej ślubnej ulicy Krakowa. Kiedy zgłaszam się z klientką do mojego zaprzyjaźnionego salonu czy krawcowej wiem czego się mogę spodziewać. Inne jest też podejście, gdy klientka umawia się na konkretną godziną na mierzenie. Natomiast byłyśmy ciekawe jak może się poczuć klient, który wchodzi prosto z ulicy.

WYGLĄD SPRZEDAWCY

Marzena: Wiem, że nie ocenia się ludzi w taki sposób, ale jeśli widzę niezadbaną i bardzo źle ubraną sprzedawczynię to nie potrafię jej zaufać, że zna się na stylizacji, a skoro tak myślę to nie uwierzę w to, że „w tej sukience wygląda pani cudownie”.

Ania: może i nie powinno się oceniać po wyglądzie, ale jednak to robimy. Zwłaszcza w kwestiach zawodowych. Źle zrobiona fryzura u fryzjerki, obgryzione paznokcie u manicurzystki no i zielony polarowy kubraczek sprzedawczyni w salonie ślubnym niestety nie są dobrą wizytówką.

WYGLĄD SALONU

Marzena: Nie tylko wygląd sprzedawcy ma znaczenie. Salon również może przyciągać lub odpychać. Nie mam na myśli przepychu, ale jednak w ładnym otoczeniu czujesz się jak „księżniczka”, która zaraz przymierzy suknię marzeń. Przymierzalnia z ładną zasłoną, przejrzysta.  No i oczywiście miejsce dla towarzyszki podróży też jest wskazane. Ania w niektórych salonach musiała stać w dziwnych przedsionkach z wzrokiem wpatrzonym w zasłonkę przypominającą tę prysznicową.

Ania: Wygląd sklepów z sukniami dumnie nazywanych salonami ślubnymi od dawna mnie zasmucał. W niektórych faktycznie przymierzalnie są oddzielone od miejsca ekspozycji sukien dostępnego dla innych klientów. W większości jednak zasłona się odsłania i ta dam… cały sklep może sobie podziwiać klientkę w przymierzalni.  Suknie mierzy się zazwyczaj z kilkoma przyjaciółkami, mamą. Jednak  z miejscami dla świty panny młodej często jest kłopot a zwłaszcza jeśli jest kilka przymierzalni obok siebie.  Robi się wtedy takie małe kłębowisko kobiet:) Niektóre salony zadbały aby dla gości przygotować wygodne sofy,  w innych musiałam siadać na składanych krzesełkach. Miałam też  wrażenie, że w tych salonach było trochę zimno.

 NIE POTRAFIĄ DORADZIĆ:

Marzena: Po tych zakupach doszłam do wniosku, że niektóre panie nie mają kompetencji do sprzedawania sukien ślubnych. W jednym salonie udawałam pannę bardzo niezdecydowaną, nie wiedziałam czego tak naprawdę chcę. Pani była lekko oburzona, że nie mam swoich typów – ale przecież nie kupuję codziennie sukni ślubnej:) Nie umiała dobrać dla mnie sukienki, po kilku moich sugestia przyniosła….wielką świecącą bezę z długim ciężkim gorsetem, który przy moim wzroście mnie totalnie skrócił i przytłoczył. Byłyśmy w szoku jak zobaczyłyśmy to „cudeńko”…

Ania: To jest dla mnie główną wadą salonów, które odwiedziłyśmy. Mogę przymknąć jeszcze oko na wystrój, natomiast obsługa klienta to mój czuły punkt. Panie w sklepach dzieliły się na 3 kategorie.

Pierwsza postawa to całkowita obojętność, chowanie się za kasą, udawanie, że nas nie ma lub jakieś takie ogólne zabieganie sprawiające wrażenie, że czułyśmy się niepotrzebne. Z jednego salony wyszłyśmy po kilku dobrych minutach, kiedy żadna z biegających po pustym sklepie sprzedawczyń nawet do nas nie zagadnęła.

Druga kategoria to panie nadgorliwe, które od razu chciały spisywać zamówienie i widać było, że zależy im ogromnie na sprzedaży nawet wbrew woli klientki. Przymiarkę każdej sukni już omawiały pod kątem skrócenia, wydłużenia, terminu, zaliczki. – tak jakby to miała być tylko ta a nie inna. Miałyśmy wrażenie, że jest im naprawdę wszystko jedno co sprzedadzą byle tylko klient się zdecydował. Miało to pozory troski o klienta, sprawiało wrażenie, że wszystko da się zrobić, klient nasz pan itd., ale było to tak nachalne, że aż krepujące. Osoba, która nie jest zbyt asertywna mogłaby mieć problem z wycofaniem się z takiej usługi.

Trzeci rodzaj to panie, którym wydawało się, że umieją sprzedawać to znaczy zainteresowały się Marzeną, zadały mnóstwo pytań i….. absolutnie niż z tego nie wyniknęło. Oczywiście na wstępie należy klientce zadać kilka pytań, żeby sprawdzić czy nie jest to typ osoby, która doskonale wie czego szuka. Ale kiedy klientka jest niezdecydowana widać to już po 2-3 pytaniach wstępnych i nie ma sensu jej katować dalej. W moim odczuciu pogłębia to poczucie frustracji kupującej ponieważ zdaje sobie ona z tego sprawę, że nie wie, jest jej głupio a ekspedientka daje jej do zrozumienia, że coś jest nie tak. To nie prawda. Każdy ma prawo nie wiedzieć czego chce. Jak mawiała Pipi Landstrum :  nie wiem czego szukam, jak znajdę to będę wiedziała czy to to.

Sprzedawca to nie tylko osoba, która podaje produkt z półki, ale przede wszystkim doradca klienta. Po zorientowaniu się, że klient nie wie czego chce sprzedawca powinien wystąpić z propozycjami. Pokazać katalogi, gdyż suknie wiszące na wieszakach wyglądają wyjątkowo nie atrakcyjnie, doradzić i odradzić fasony w zależności od sylwetki.

W żadnym salonie Marzena nie dowiedziała się jaki ma typ sylwetki, co będzie jej pasowało, żadna pani nie zapytała o wzrost narzeczonego.

Dlaczego napisałam, że nic nie wyniknęło z tych pytań? A no właśnie. Mimo, że pani sprzedająca dopięła swego i przemaglowała Marzenę na dziesiątą stronę pytaniami to i tak na koniec przyniosła ogromną świecącą bezę. Nie wiem, która odpowiedź Marzeny ją na to naprowadziła:).

Bardzo niemiłe wrażenie sprawiła pani, która  wyniośle dała do zrozumienia, że nasze niezdecydowanie jest naprawdę dziwne. Rozważałyśmy czy mierzyć długą suknię czy jednak krótką. Pani przysłuchiwała się rozmowie po czym spytała: no to w końcu jaką podać? Bo mówi pani o krótkiej a potem chce długą. Może faktycznie wygląda to dziwnie, ale ile z nas na zakupy szło z myślą o czarnej torebce a wychodziłyśmy z czerwonymi szpilkami. Dla kobiety to nie powinno być zaskakujące.

NUTKA EKSTRAWAGANCJI:

Marzena: Kolejny szok przeżyłam, gdy w jednym z salonów (elegancki, nowoczesny,) zapytałam panią o coś nietypowego czyli sukienkę dwuczęściową. Co mnie zadziwiło? Reakcja pani, która powiedziała że nie wie w ogóle o czym mówię, że oczywiście mogą przeciąć sukienki bo szyją wszystko od podstaw ale będzie to nie wygodne. Gdy próbowałam tłumaczyć o co chodzi Pani była lekko obrażona? I nie było już tak przyjemnie. Suknie dwuczęściowe nie są jakąś nowością, która pojawiła się dopiero wczoraj na wybiegach, więc myślę że sprzedawczyni w salonie ślubnym powinna znać się na swojej pracy lepiej niż przyszła Panna Młoda…przychodząc do salonu przychodzę do eksperta, albo jedynie mam takie wrażenie.

Ania: to prawda też byłam zaskoczona. Spódnica z gorsetem, żakietem czy bluzeczką od kilku sezonów są w użyciu a mina tej pani świadczyła o tym jakby Marzena wymyśliła jakąś niedorzeczność. W salonie obok widziałyśmy nawet sukienkę wełnianą a co dopiero mówić o dwuczęściowej.

 Marzena: Pozytywnie zaskoczyłam mnie ani w małym saloniku, która od razu pokazała mi krótką sukienkę, która idealnie do mnie pasowała. Dodała do tego długi welon, delikatną opaskę i było wszystko idealnie. Pasowało do mojej figury i typu urody, a pani była niezwykle miła. A Ty Aniu co myślisz o krótkich sukienkach?

Ania: Wtedy zaczęłam się obawiać czy naprawdę nie zmienisz zdania i nie zamienisz swojej sukni na to małe cudeńko. Sprzedawczyni faktycznie odgadła i potrafiła świetnie dopasować dodatki do sukienki. Może trochę mi brakowało, żeby  dopowiedziała coś o fasonie, o figurze Marzeny – tak bardziej dopieściła klientkę.  Jednak bardzo sprawnie oceniła, wybrała i efekt był naprawdę wow!

Marzena: Podsumowując może źle trafiłyśmy, kilka osób nie może świadczyć o wszystkich, ale niepokoi że panie w salonach nie są wsparciem, ale tylko sprzedają sukienki. Zakup sukni ślubnej nie jest zwykłym zakupem i (jak dla mnie) wymaga niezwykłej oprawy i obsługi. Powinnam czuć że jestem w dobrych rękach tak jak w przypadku fryzjera kosmetyczki czy konsultantki ślubnej czyt . Ani:)

Ania: To prawda. Branża ślubna jest baaaaaaardzo rozległa, ale żeby dobrze trafić i znaleźć świetnych usługodawców trzeba się trochę naszukać. Na szczęście oni istnieją.  Sama takich spotkałam, mam ich wokół siebie i dlatego śpię spokojnie przy organizacjach kolejnych ślubów.

Tutaj chciałyśmy sprawdzić taką przeciętną obsługę z którą mają do czynienia osoby, zaczynające swoje ślubne przygotowania. Chyba każda panna młoda z Krakowa trafia na ul. Długą. Ze swojej strony zachęcam: szukajcie dobrych salonów lub krawcowych, nie dajcie się zbywać ani źle traktować. Poszukacie dobrego stylisty lub konsultanta ślubnego, który pomoże wam dokonać wyboru waszego stylu oraz dobrego sklepu. I pamiętajcie: wolno robić zdjęcia!