Czasem się zastanawiam czy nie żyję w jakimś sztucznym świecie wykreowanym na potrzeby mojego zawodu. Organizacja, planowanie, dopinanie szczegółów przy weselu wydaje mi się niezbędne. I mój zawód też wydaje mi się niezbędny przy organizacji wesel.

I nagle trach! Idę na spotkanie z parami młodymi, które w ogóle tego tak nie widzą. Po co organizacja, scenariusz? Ma być luz, zabawa- jakoś to będzie. Jest przecież menadżer lokalu dbający o serwowanie posiłków, jest dj, który ma zadbać o realizacje planu, są do pomocy krewni i znajomi.

Pamiętam jak zaczynałam pracę w tym zawodzie i taka argumentacja trochę była dla mnie przykra, ale trudno było mi się z nią nie zgodzić. No faktycznie – po co ja w lokalu, gdzie jest dobry menadżer, wszystko jest w miarę ustalone?

Przy pierwszym moim weselu zgodziłam się z tą argumentacją i pomagałam parze tylko przy wcześniejszych przygotowaniach, ale już na samym weselu nie byłam.

Po weselu, w niedzielę zadzwonił Pan Młody przekazując mi długą listę niedociągnięć lokalu. Okazało się ze menadżerki w czasie wesela nie było, a lista ustaleń została zagubiona. Kelnerzy bez nadzoru nie dawali sobie rady i ciągle czegoś na stole brakowało. Nawet sala nie została należycie przygotowana i na pierwszy taniec sam pan młody musiał przesuwać stoły. Najgorsze jednak wydarzyło się tortem, gdyż obrus wkręcił się w kółka wózka, na którym był przewożony. Ponoć coś udało się uratować.

Nie mogę powiedzieć, że ucieszyły mnie te wydarzenia, ale dodały pewności siebie. Dziś, kiedy mam za sobą wiele zorganizowanych wesel – naprawdę jestem dumna z siebie, ile rzeczy udało mi się uratować, zapobiec, rozwiązać czy przewidzieć.
A Was co by przekonało do zatrudnienia konsultanta ślubnego?