Wczoraj z Marzenką odwiedziłyśmy różne ślubne salony krakowskie, aby przekonać się jak wygląda obsługa zwykłego człowieka z ulicy:) Na ten artykuł jeszcze chwilę musicie poczekać, bo spostrzeżeń mamy całą masę i jakoś chcemy to uporządkować.

Dziś wspomnę tylko o jednej rzeczy, która doprowadza mnie do pasji, mianowicie o zakazie fotografowania. Panuje wśród sprzedawców sukien ślubnych jakaś obsesja w zakazywaniu fotografii. Obsługa tłumaczy się głównie tym, że sklep jest ich prywatnym miejscem, w którym mogą wydawać zakazy jakie chcą. Drugie tłumaczenie to chronienie tajemnicy handlowej. Oba są absurdalne. Nie będę tu cytować przepisów prawa, żeby nie zanudzać. W skrócie mogę tylko powiedzieć, że sklep jest miejscem publicznym a właściciel nie może ustanawiać zakazów niezgodnych z prawem.

Natomiast rzeczy wystawione i wycenione, mające kody kreskowe nie są objęte tajemnicą handlową. Tym bardziej wydaje się to śmieszne, gdy swobodnie możemy sfotografować np. wystawę.

Zatem różnego rodzaju piktogramy z przekreślonym aparatem fotograficznym, zakaz ustny lub w ogóle zakaz posiadania telefonów lub nakaz skasowania pliku – jest bezprawny i nie dajcie sobie wmówić, że jest inaczej  lub  np. odebrać urządzenia. 

Własnie do takiej sytuacji doszło wczoraj, kiedy Marzena przebierała się w przymierzalni a ja sobie czegoś szukałam w  internecie. Nagle pani sprzedająca nakazała mi schować telefon do torebki tłumacząc, że tu różni przychodzą i podstępnie fotografują, więc w sklepie jest zakaz trzymania urządzeń elektronicznych na wierzchu.

Poczułam się trochę jak małe dziecko przyłapane na czymś brzydkim i na pewno nie wpłynęło to na dobrą relację ze sprzedawcą. Mogę powiedzieć, że pani w sklepie wygrała bitwę, ale przegrała wojnę,  mało który klient skarcony w ten sposób będzie chciał kontynuować zakupy. Nawet świadomość, że mam rację i mogę jej to udowodnić, w żaden sposób nie poprawiłoby atmosfery.

Oczywiście mogę zrozumieć ten punkt widzenia sprzedawcy. Wiele osób przychodzi do sklepu, mierzy a później szuka taniej w internecie czy szyje sobie podobną itd. Niestety sama tego doświadczam, gdy klienci umawiają się ze mną na spotkanie tylko po to aby mnie podpytać o podwykonawców, miejsca lub aby sporządzić im budżet.  A później znikają i może są nawet super zadowoleni, że udało się im tanim kosztem czegoś dowiedzieć. I powiem szczerze, że ciągle jest to dla mnie przykre i przeżywam to bardzo osobiście.

Jednak uważam, że nawet w obronie swojego interesu nie mogę zakazać praw ogólnie przysługujących klientowi. Stąd później mamy takie problemy z reklamacją, z odstąpieniem od umowy itd. gdy klient i sprzedawca stają po dwóch stronach barykady i traktują się jak wrogowie. Wierzę, że istnieją  lepsze sposoby na zatrzymanie klienta:)

A drogie Panny Młode jeśli zależy Wam na zdjęciu produktu lub sfotografowaniu kodu kreskowego macie pełne prawo do tego!