Na naszym ostatnim spotkaniu z Anią sporo rozmawiałyśmy na ten temat, zapraszanie nie jest wcale takie proste – powiem nawet, że jest to wysiłek równy treningowi z Ewą Chodakowską lub jak kto woli i preferuje Anną Lewandowską. Ania wspominała już o zapraszaniu i wysyłaniu zaproszeń, więc ja jedynie przekaże moje „złote rady” – zabrzmiało to bardzo ekspercko, ale nie chcę się wymądrzać tylko powiedzieć jak ja widzę skomplikowany proces zapraszania:)

WOLNE W PRACY –  w naszym przypadku trzeba opuścić Kraków i powrócić do stron rodzinnych, więc wolne jest konieczne – najlepiej 3 dni, aby zaprosić jak najwięcej osób za jednym razem.

UPRZEDZENIE GOŚCI – pamiętajmy, że każdy ma swoje życie, a szkoda by było gdyby nie zastało się nikogo w domu, zwłaszcza, że czas w tym wypadku jest cenny (wolne przecież kiedyś się kończy – niestety).

PUSTY ŻOŁĄDEK – zazwyczaj wysiłku nie podejmuje się na czczo, ale w tym wypadku dobrze jednak mieć miejsce na ciasteczka, kawy, herbatki, obiadki i inne rodzaje małych poczęstunków:)

PIERWSZE SPOTKANIE – osobiste zapraszanie ma swoje plusy, często zdarza się, że członków rodziny narzeczonego/narzeczonej spotkasz wtedy pierwszy raz, myślę, że fajnie żeby wasze spotkanie na ślubie nie było tym „pierwszym”.

CZAS – I na koniec pamiętajcie – zapraszanie trwa dłużej niż się spodziewacie. Weźcie to pod uwagę!

Powodzenia i smacznego!!